Stary dobry Ułęż … Ułęż zupełnie na nowo. (18+)


Foto by: Wojtek Ołtarz (Rajdujmy się)

Od czasu zmodyfikowania swojego samochodu, by ten pokonywał nasze lokalne drogi z większą godnością niż dotychczas (wypadające plomby, osiedlowi lokalesi święcie przekonani iż parkuję bez kierunkowskazu gdy tak naprawdę biorę śpiącego policjanta pod kątem, czy zwyczajne strzelanie w krzyżu na koleinach), wypady na MC przestały cieszyć jak kiedyś. Nawet seks jest banalny i nie kręci mnie może jestem nienormalny, za krótko byłem w wojsku…


Foto by: Małgorzata Kenig (Goha)

 

A właśnie z Miata Challenge (dalej MC) Ułęż mi się kojarzy. Będzie upalanie, będzie slalom, będzie 1/4 mili …

a ja będę podpierał dupskiem samochód albo z pasażerami opiekował się dziećmi. Nie narzekam – nasza społeczność jest tak spektakularna, że ciężko się nudzić … nawet samemu.

Organizatora też znam, trochę niespodzianek ujawnił przez telefon, więc kurtuazyjnie się zjawiłem – szczególnie, że nikt nie pchał się do pomocy przy bramie.


Foto by: Małgorzata Kenig (Goha)

Impreza zaczęła się chwilę przed moim przyjazdem na parking, bo rejestracja przybyłych – mimo ekspresowego tempa dzięki Justynie, Marcinowi, Tomkowi (dzięki raz jeszcze za przemiły transport z Warszawy) i Arturowi – trwała 30 minut dłużej, niż zakładaliśmy. Dotarłem na koniec powitania i z ust mych leciały same niecenzuralne pochwały…


Foto by: Małgorzata Kenig (Goha)

Bo widzicie – znam Ułęż dość dobrze. Bywałem na rekordowych we frekwencje imprezach MC i zdarzało mi się widzieć ten obiekt całkowicie pustym, bo beforek był na tyle udany, że docierałem pierwszy.

Pierwsze ‘ja pierdolę’ poleciało jeszcze na dojeździe.


Foto by: Andrzej Kozłowski (Flatline)

Fakt, przez 2,5 godziny non-stop wpuszczaliśmy samochody, ale nie zdawałem sobie sprawy z ilości MX-5tek jaką to wygeneruje. W pewnym momencie gdziekolwiek by się nie spojrzeć, horyzont był zasłonięty charakterystyczną linią Mazdowskiej Miaty.

A im bliżej tym spektakularniej… a może po prostu bardziej spektakularnie.

Scena, tłum ludzi, przemiła parkingowa (ściskam Aniu) … i armia ogarniających w odblaskowych kamizelkach, których jedynym zdaniem było dopilnować, by nikt z prawie 500 gości nie będzie się nudził.


Foto by: Andrzej Kozłowski (Flatline)

Jak tylko zajechałem na parking przeznaczony stricte dla Liftów, kurwa leciała już chyba 5 lub 6sta. Nie mogłem uwierzyć co się dzieje…


Foto by: Andrzej Kozłowski (Flatline)


Foto by: Wojtek Ołtarz (Rajdujmy się)

 

Wszędzie ludzie, straż pożarna, namioty sponsorów, pomieszczenia zastawione towarem partnerów, gofry, symulatory, fury dealerów, szkolenia z zakresu pierwszej pomocy, gokarty niczym z Mario Kart … kurwa mać !!!!

Pamiętam czasy, gdy na Ułężu było tylu zawodników ile w tamten weekend obsługi technicznej.

Dlatego nie cierpiałem tym razem, gdy zdałem sobie sprawę, że i teraz będę stał przy furze (a o wiele częściej przy jej miejscu parkingowym – ale o tym później). Oglądanie, czy to siedząc na masce, czy mijając uczestników na różnych atrakcjach, tych uśmiechniętych twarzy było magicznym przeżyciem. W kraju piekielnie skłóconym, żyjąc w mieście w którym czuć napięcie i niepokój związany z niepewnością, czy każdy z nas się odnajdzie po jesieni, przeniosłem się w alternatywną rzeczywistość. Kibice Legii robili sobie fotki z sympatykami Polonii i Wisły. Zwolennicy prawicy przepuszczali w kolejce do gofrów zagorzałych lewaków. Rudzi przytulali się do łysych, a wysocy nie klepali po głowach niższych. Wiecie – jakby się nad tym zastanowić, to nawet nie trzeba było przyjechać Mazdą, by skosztować tej magii.


Foto by: Małgorzata Kenig (Goha)

Bo tylko na imprezach Klubu MX-5 ludzie przekazują sobie kluczyki, gdy ktoś chce pojechać jako pasażer.


Foto by: Andrzej Kozłowski (Flatline)


Foto by: Andrzej Kozłowski (Flatline)

W pewnym momencie żaden lift nie był prowadzony przez właściciela, a wręcz pożyczający szukali człowieka, któremu mogliby podziękować … bo właściciel się ulotnił. Bo o rzeczach pozostawionych bez nadzoru na trawnikach (w tym skrzynki z narzędziami za ciężkie pieniądze, bańki oleju za kilkaset złotych, a czasami całkiem młode żony lub/i mężowie) wspominać nie ma co – to nasz klubowy standard.

Pamiętajmy – infrastrukturę zapewnił pewien łysy człowiek

(Karol – jesteś wielki, bo z jednej strony Ci się chciało, z drugiej widziałem ile Ciebie to kosztowało).


Foto by: Małgorzata Kenig (Goha)

Przygotował dla nas tyle atrakcji, że człowiek nie był w stanie wszystkich zliczyć… ale ta magia, która unosiła się na tym staroszkolnym lotniskiem to zasługa wszystkich nas. Stańmy przed lustrami i pogratulujmy sobie – stworzyliśmy coś niesamowitego i obstawiam, że wiele lat będziemy jeszcze tą imprezę wspominać.

Ja wiem, że będzie kilka ale…
Że część z nas ma poczucie, że zostaliśmy opuszczeni przez takiego lub innego partnera…
Że niektórzy uważają, że mogło być lepiej, sprawniej, czy szybciej…
A ja się cieszę, że miałem okazję Was wszystkich spotkać i mam nadzieję, że za jakiś czas powtórzymy coś podobnego … może tym razem bez ale?


Foto by: Małgorzata Kenig (Goha)

Related Images:

Masz coś do dodania?

Top

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij